Cieszyn – miasto, w którym żyją ludzie

Przyznam się od razu, że było to moje drugie podejście do Cieszyna. Pierwsze miałam  dwa tygodnie temu, w deszczowy, smutny dzień. Z parkingu przy torach kolejowych udaliśmy się prosto do Mostu Przyjaźni na stronę czeską, zupełnie ignorując polski Cieszyn. Po prostu jakoś tak jest, że jak człowiek ma ograniczone deszczem pole widzenia, to wali przed siebie. No i wydawało mi się, że Czeski Cieszyn musi być piękny, pełen ciepłego uroku bohemy.

A rzeczywistość była nieco inna od oczekiwań. Po Alei Głównej, ulicy, jak by nie było, reprezentacyjnej, bo to nią wkraczamy do Czech, spodziewałam się uroczych kawiarenek, kramów z pamiątkami, księgarni i butików. Zamiast tego  mijałam wypchane tandetą sklepiki prowadzone przez Wietnamczyków, dwa ciasne spożywczaki i kilka knajp o zaklejonych szybach, wybitnie odpychających. Rynek ze skromną fontanną nie zrobił na mnie wrażenia, jedynie Dworzec Kolejowy prezentował się naprawdę ładnie. No i wypiłam dobrą czekoladę w barze Baraba. A potem czym prędzej stamtąd uciekliśmy.

Deszcz padał do samego wieczora.

Ale to było dwa tygodnie temu, a teraz wrócił lipiec, jest ciepło, miło i pozytywnie nastrojony człowiek chce dać miastu drugą szansę. Udaliśmy się na spacer – który trwał przeszło sześć godzin – po polskim Cieszynie.

Baszta_Cieszyn

Romańska Rotunda pod wezwaniem św. Mikołaja

 

Dobre widoki na… przeszłość

Zacznę od końca, czyli od Wzgórza Zamkowego. Wdrapaliśmy się na Basztę Piastowską, z której roztaczał się wspaniały widok na cały Cieszyn, okoliczne góry i miejscowości. Mnie szczególnie zainteresowała romańska Rotunda pod wezwaniem świętego Mikołaja, jeden z najstarszych budynków sakralnych w Polsce. Od prowadzącego tam prace geologa dowiedzieliśmy się, że budynek najprawdopodobniej położony jest na źródełku. Mnie Rotunda zauroczyła ze względu na swoją surowość, ale też z powodu legendy, która głosi, że w miejscu tym znajdowała się kiedyś słowiańska świątynia bogini Marzanny.

Poza tym polana przed Rotundą okazała się idealnym miejscem na mój projekt „Tai Chi na wakacjach”.

  • A ja sobie ćwiczę.

 

Tu się mieszka, tu się żyje

Cieszyn bardziej niż Wisła czy Ustroń wygląda na miasto, którego mieszkańcy żyją w nim, a nie tylko pracują. W restauracjach takich jak wiślański „U Ondraszka” i ustroński „Wrzos” widuje się raczej przyjezdnych. W sezonie łatwo da się rozpoznać turystów – po wielkości toreb (bo trzeba jakoś pomieścić aparat, termos i kanapki), innych ubraniach (w przypadku Polaków przeważnie bardziej krzykliwych), raczej sportowym obuwiu. Często są obwieszeni rzeczami z okolicznego sklepu z suwenirami. W większości górskich miasteczek i wsi, zwłaszcza tych bardziej obleganych, co druga grupka wyposażona jest w ciupagi, a młode trendsetterki w modne w tym sezonie futrzane breloki.

Nie wyobrażam sobie, by jakikolwiek miejscowy wydał choćby grosz na podobny badziew.

Cieszyn_uliczki

Widok z Wieży Piastowskiej na Cieszyn

Natomiast w Cieszynie byłam chyba jedyną osobą z aparatem. W knajpach relaksowali się Polacy i Czesi z obu stron Olzy, w sklepach kupowali cieszynianie, na rynku bujali się na ławkach autochtoni. Widziałam ludzi spokojnie spędzających przerwę obiadową na Wzgórzu Zamkowym w klubokawiarni Presso. Dwie godziny błąkałam się po cieszyńskiej Starówce i nie uświadczyłam ani jednego straganu z pamiątkami. Niebywałe!

Starówka nie jest nowobogackim centrum zarezerwowanym tylko dla turystów i co zamożniejszych mieszkańców. Charakter Cieszyna płynnie przechodzi w stronę współczesności, co jak na tak stare miasto, którego historia sięga IX wieku, jest sporym osiągnięciem.

Cieszyn_panorama_Lysa Góra

Najjaśniejsza góra widoczna tutaj to sławna Łysa Góra.

Zwiedzanie by Ranafe

No właśnie – napisałam, że błąkałam się po Cieszynie. Pora napisać coś o moim sposobie zwiedzania.

Nie dla mnie spacerowniki. Nie lubię iść z góry wyznaczoną trasą – chyba że wymagają tego względy bezpieczeństwa. Czyli w górach trzymam się szlaku, a na jezdni prawego pasa (jako kierowca). Ale jeśli nie ma takiej potrzeby, wolę iść po swojemu, wydeptywać własne ścieżki. Potęguje to wrażenie, że jakieś miejsce specjalnie na mnie czeka. Moje przygotowania do zwiedzania ograniczają się do wiedzy o najważniejszych (z punktu widzenia przewodnika) zabytkach. Zazwyczaj ląduję gdzieś blisko centrum i krążę swobodnie między, dajmy na to, rynkiem, kościołem a teatrem. Co i rusz zbaczając w uliczki, tylko dlatego, że wydają mi się ciekawe. A nie dlatego, że akurat znajduje się tam tablica pamiątkowa, przy której muszę strzelić sobie selfie ;-). Skutkuje to wieloma ciekawymi spotkaniami i przeważnie miłymi niespodziankami. Tak było w przypadku Cieszyńskiej Wenecji.

Cieszyn_uliczki2

Tu był kiedyś młyn.

Cieszyn_Wenecja2

Urocze mosty i kładki przerzucone nad kanałem. Stąd nazwa – Wenecja.

Najpierw zeszliśmy długimi schodami do cieku Młynówki. Podumaliśmy chwilę nad młynem, który dawnymi czasy pracował na wodach kanału. Postanowiłam prześledzić wzrokiem bieg rzeczki, odwróciłam się – i moim oczom ukazał się cudowny widok!

Cieszyńska Wenecja to ulica Przykopa, wzdłuż której płynie kanał Młynówka. Nad wodą przerzucone jest mnóstwo ślicznych mostków, a fronty domów i wąziutkie ogródki – jak na zdjęciu poniżej – tworzą niepowtarzalną atmosferę. Bardzo włoską, ale bez zadęcia. W ogóle cały Cieszyn zrobił na mnie wrażenie przystępnego i otwartego na przybyszy.

Cieszyn_Wenecja

Cieszyńska Wenecja

Wenecja

Cieszyńska Wenecja – galeria W Bramie.

Nie chodzi mi tu tylko o gościnność, ale też o brak opłat na każdym kroku. Na teren parku porastającego Wzgórze Zamkowe można wejść za darmo. Dzięki temu ludzie chodzą tam wyluzowani, drzemią sobie na ławkach, przesiadują na pozostałościach murów, ciesząc oko panoramą Cieszyna. W czasie kiedy my tam byliśmy trwały właśnie przygotowania do Międzynarodowego Studenckiego Festiwalu Folklorystycznego. Wieczorem miał się odbyć koncert.

Cieszyn_widok3

Panorama Cieszyna

Cieszyn położony jest na wzgórzach, ulice są kręte, wspinają się pod sporym kątem, znikają. Czasami wystarczy odwrócić się i spojrzeć na właśnie przebytą drogę, by wpaść w zachwyt, bo oto widzimy budynki z zupełnie innej perspektywy. Lubię takie nietuzinkowe, spokojne miasta.

Cieszyn_uliczka

Cieszyńskie uliczki są pełne uroku.

Cieszyn_uliczka3

Ulica Głęboka (ta pogrążona w cieniu) wpadająca w Zamkową. Po lewej piękna, ponadstuletnia kamienica Eugena Fuldy.

EDIT: Myślałam, że idę na spontanie i kieruję nas w losowym kierunku. Taka byłam z siebie dumna po tym, jak trafiliśmy do Wenecji, dopóki Luby nie powiedział mi, że dyskretnie pokierował nas w jej stronę. Człowiekowi się wydaje, że ma na coś w życiu wpływ! O, ja naiwna!

Przydatne linki:

Serwis informacyjny miasta Cieszyn: http://www.cieszyn.pl/

Jeden komentarz

  1. Niegdyś w Cieszynie i Czeskim Cieszynie odbywał się festiwal Era Nowe Horyzonty (2002-2005). Obejrzałem na nim wiele azjatyckich filmów, a potem stałem się wielbicielem kina z tamtego rejonu. Niestety dla mieszkańców Bielska-Białej Cieszyn kojarzy się teraz głównie z tanim alkoholem i turystyką narkotykową. BTW – dworzec kolejowy jest tam praktycznie identyczny jak w BB.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *