Comic Con Warsaw 2017 – relacja

Comic Con w Nadarzynie zakończył się już przeszło tydzień temu, a ja wciąż jestem pod wrażeniem!

Comic Con zaspokoił moje potrzeby na trzech płaszczyznach: zmysłowej (wzrok), poznawczej (nowe znajomości) oraz zakupowej (tyaa…). W Hali D, w której odbywał się Comic Con, mieściły się: wielki bazar po środku, spora scena, na której odbywały się spotkania z gwiazdami, kilka sal poświęconych Star Warsom czy LEGO, oraz część poświęcona planszówkom, książkom i komiksom. Ta ostatnia interesowała mnie najbardziej, a reprezentowana było dość skromnie. Na szczęście, praktycznie co godzinę odbywała się prelekcja z innym pisarzem.

Jeden z najbardziej uroczych cosplayów, jakie widziałam…

Ale dość opisów, po te odsyłam do artykułu, który wraz z innymi członkami redakcji Ja, Rock! napisałam tutaj. Dowiecie się z niego, jakie były plusy i minusy Comic Conu. Ja Wam opowiem coś zupełnie innego…

 


Punkt widzenia Komiksożerczyni


Komiksomaniaczka ze mnie wyszła z targów cokolwiek nienasycona. Liczyłam na więcej komiksów, wydawnictw i komiksowych sław. Pod tym względem nie było idealnie, zwłaszcza jeśli porówna się Comic Con z Warszawskimi Targami Książek, gdzie można było swego czasu poprosić o autograf np. Grzegorza Rosińskiego. Na Comic Conie wystąpiło kilkunastu scenarzystów i rysowników, którzy dzielili się swoimi doświadczeniami np. w zakresie tworzenia komiksów internetowych, ale… zabrakło sław. Przy odrobinie wytrwałości można było odnaleźć twórców Biocosmosis, którzy rozdawali autografy wciśnięci w małe stoisko. Podobnie z wydawnictwami – pojawiło się stosunkowo młode Scream Comics, ale zabrakło Taurus Media, Egmontu, Timoffa czy Muchy. Na stoiskach można było wyszukać mangę, wydawnictwa kioskowe, a także stare wydania i komiksy „czytane”.

Liczę na to, że na kolejnych odsłonach będzie lepiej – w końcu nazwa zobowiązuje!

Opinia Komiksożerczyni: głodna!


Punkt Widzenia Zakupoholiczki


Taką śliczną biżuterię z Fimo można było kupić na stoisku Koko with Love

Cudeńko, które widzicie na powyższym zdjęciu, to tylko jedna z wielu klimatycznych rzeczy, które można było w przystępnej cenie nabyć na targach. A poza nią mrowie wszelkiej maści koszulek, gier planszowych w przystępnych cenach, książek, komiksów (acz te ostatnie najliczniej reprezentowane były przez mangę). Kusiły mnie bardzo figurki Funko, zwłaszcza że jedną już miałam i mógłby to być idealny początek na otwarcie kolekcji… niestety, wybór był po prostu za duży, czego później żałowałam, gdyż ceny na Comic Conie były o kilkanaście/ kilkadziesiąt złotych niższe niż w internecie.

Nie byłabym sobą, gdybym nie kręciła się długo wokół stoisk z oryginalnymi ciuchami. Bardzo spodobała mi się kolekcja Gedeona, w której wygoda połączona była z lekkim gotyckim pazurem oraz niesamowita kolekcja firmy Wasted Couture. Zresztą, poniżej znajduje się moje zdjęcie w płaszczu, który przymierzyłam (tylko przymierzyłam, niestety…).

Taki płaszcz… czemu nie? (Wasted Couture)

Opinia Zakupoholiczki: fajnie było!
 
Następna strona: Punkt Widzenia Fanki Star Wars!
 

Jeden komentarz

  1. To zaskakujące, że impreza, która przybiera nazwę „COMIC Con”, komiksowi poświęca tak mało miejsca. Niemniej zachęciłaś mnie, by wybrać się jesienią – żałuję, że teraz mi się nie udało, ale nałożyło mi się kilka innych rzeczy na ten termin.

    Jedna uwaga techniczna – zdjęcia przeskakują trochę za szybko, nie zdążyłam się przyjrzeć! 😛

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *