Zamieszanie z Rachel Amber

Life is Strange: Before the Storm to prequel do gry studia DONTNOD sprzed kilku lat. Tym razem do pracy zasiadło inne studio, Deck Nine, co wielu fanów mocno zaniepokoiło.

Zaliczam się do tych osób, które nie potrafiłyby darować wprowadzenia jakichkolwiek zmian w stosunku do poprzedniej części. Nie chodzi mi o to, że jest pod każdym względem idealna, ale jest w przedziwny sposób… kompletna. Niczego nie trzeba dodawać, nic upiększać.

Na szczęście, Deck Nine dokładnie trzymało się historii, którą poznawaliśmy z perspektywy Maxine Caulfield. Mam wrażenie, że ta gra mogła równie dobrze powstać przed Life is Strange 1. Idealnie się z nią zazębia. Postacie niewiele się zmieniły i mają taki sam charakter. Victoria Chase to wciąż podła sucz, a Nathan Prescott to nadęty dupek. Pojawiają się też nowe osoby, a wśród nich Steph Gingrich i Mikey North, których poznajemy podczas wspaniałej sceny gry w RPG. Scenografia też jest bardzo dobra. Pokój Chloe jest taki sam, budynek szkoły też. W tym podobieństwie kryje się też pewien mój żal do twórców, albowiem graficznie to jest cały czas średni poziom.

Pokój Chloe

A jednak w pewnym momencie ta podstarzała grafika i kiepskie tekstury przestały mi przeszkadzać. Doszłam do wniosku, że po prostu nie grają tu większej roli. To, co aktorzy robią głosem, same kwestie, rozmowy, są bardzo prawdziwe, niewydumane. Ja im po prostu wierzę. Są naiwne tak, jak powinny być pierwsze nieśmiałe próby oceny życia dokonane przez nastolatka. Czuć w nich autentyczny ból, kiedy dotyczą spraw delikatnych. Emocją przewodnią Chloe, przynajmniej na początku gry, jest jednak gniew, zwłaszcza gdy ktoś podważa jej autonomię.

I to w tym tkwi magia. Life is Strange to gra-przeżycie. Stopień wczucia jest niesamowicie głęboki.

A najlepsze jest to, że nie emocjonujemy się wcale jazdą bez trzymanki na furmance zaprzęgniętej w dwa orki, czy lotem w okolice horyzontu zdarzeń. Chcecie usłyszeć, jaką podróż fizycznie odbywa główna bohaterka? spoiler) Z imprezy wraca do domu, potem jedzie do szkoły, z której zrywa się, wsiada na gapę do pociągu towarowego i kończy w parku.(spoilr)

Główną bohaterkę, Chloe Price, kupuję w całości. Przy okazji dodam coś o ścieżce dźwiękowej. W grze pojawiają się piękne wstawki, podczas których na spokojnie słuchamy utworu – co możemy przerwać w każdej chwili, albo po prostu się zrelaksować…

Ci, którzy znają Chloe z pierwszej części, nie zawiodą się, natomiast osoby nowe… przyznam że trochę im zazdroszczę, bo moją perspektywę mogło zmienić pierwsze LiS. A nowi gracze poznacie ją bez wiedzy o tym, co się z nią stanie oraz co o niej myśli Max.

Scena z grą w RPG

Podoba mi się też wprowadzenie „pyskówki”, czyli backtalk, jako sposobu na wygranie w jakiejś sytuacji. Max by tak nie potrafiła i prędzej użyłaby mocy cofnięcia czasu, jeśli sytuacja wymknęłaby się spod kontroli, ale Chloe ma cięty język i z właściwą sobie brawurą stawia czoło trudnościom. Tego typu pojedynki nie polegają tylko na przegadaniu rozmówcy, ale też na wyczuciu jego słabości. Trzeba się przy nich nieźle skupić, ale sam proces jest naprawdę dobry.

Ale Chloe to nie wszystko. W Before the Storm poznajemy Rachel Amber, o której w poprzedniej części słyszeliśmy tylko w opowiadaniach mieszkańców Arkadia Bay.

Z pierwszej części pamiętam moją irytację, którą rosła za każdym razem, gdy Chloe wspominała, jak to świetnie bawiła się z Rachel. Max by tego nie powiedziała, ale ja miałam ochotę rzucić: „skoro jest taka zaje$%**, to gdzie ona teraz jest?!”. Rachel była jak jakiś dobry duch, którego każdy w Arcadii znał. Reakcja ludzi na pytanie o nią oscylowała między smutkiem (gdyż zaginęła), a pełnym nostalgii rozmarzeniem („była taka cudowna”).

Rachel Amber

I w końcu mam okazję poznać tę anielicę, niezrównaną Rachel Amber, najpopularniejszą dziewczynę w szkole, zdolną uczennicę, aktorkę w kółku teatralnym, piękną, wdzięczną i ogólnie złożoną z samych „ochów” i „achów”. Z jakiegoś powodu chce kumplować się ze zdystansowaną Chloe Price, która nie czuje się nawet w połowie tak cool. Oh, biedna Chloe, opuszczona przez Max, która była jej najbliższa, ale wyjechała do innego stanu oraz przez ojca, który zginął w wypadku samochodowym. Stroszy kolce, ale tak naprawdę łaknie uwagi i ciepła, którym promienieje Rachel.

Jedna z najsmutniejszych scen – na złomowisku, które pozna w przyszłości Max

W trakcie całej rozgrywki obserwujemy skomplikowany i całkowicie nieodwracalny proces zauroczenia osobą Rachel. Widzimy, jak Chloe daje się podejść (a my wraz z nią) i pomalutku otwiera się przed dziewczyną, jak z oporem, ale jednak przystaje na każdy jej zwariowany pomysł. Po raz pierwszy czuje, że ma z kimś wspólny język, że ktoś ją rozumie i akceptuje. W końcu rozpływa się w blasku Rachel. Tylko dlaczego mam wrażenie, że to światło jest bardziej jak ogień, który spala, a nie ogrzewa? Dlaczego oczy Rachel są jak u syreny, która wabi swym śpiewem?

To tylko moje przeczucie i możecie mi nie wierzyć, ale Rachel Amber jest jak Laura Palmer z Miasteczka Twin Peaks. To jest ziółko zabójczo słodkie.

Jest to jedna z najciekawszych i najbardziej intrygujących kobiecych postaci, jakie spotkałam. I teraz nie napiszę już nic więcej. Po prostu musicie się z nią zmierzyć.

Drugi epizod już za parę tygodni.

Plusy:

➕ relacja między Chloe Price i Rachel Amber
➕ scena gry w RPG
➕ muzyka
➕ rozmowy, kłótnie i przekomarzanie się – cała warstwa dialogowa

Minusy:

➖ oprawa graficzna

4 komentarze

  1. LiS to z kolei moja kupka wstydu, w końcu będę się musiał przemóc.. A dotąd nie mogłem bo jakoś tak.. niby wiem, że to świetna gra (seria), a z drugiej strony wciąż lata mi koło ucha uczucie, iż to bardziej produkcja dla płci piękniejszej… Czy to tylko taki slogan? – pytam serio 🙂

    • O to musiałbyś zapytać facetów, bo moim zdaniem gra jest dla obu płci. Z drugiej strony, ci gracze, których znam, nie grali w LiS. Więc może coś jest na rzeczy?
      Są w niej emocje, mocno rozbudowane relacje między postaciami, ale nie jest to w żadnym przypadku typowa produkcja dla nastolatków ani, brońcie mnie bogowie, romansidło.
      Myślę, że fajnie jest poznać tę grę i przypomnieć sobie, jak to ciężko było być nastolatkiem.

    • Jako facet mogę ci polecić grę z czystym sumieniem. Jest, jakby to powiedzieć inna. Mechanicznie to zwykła przygodówka, jednak warstwa fabularna( postacie, dialogi itp.) to coś czego nie ma żadna inna gra. W tej grze każdy może odnaleźć swój odpowiednik z czasów liceum. Może się z niego trochę pośmiać albo zastanowić się: „ja taki byłem? ohhh noooooo:)”. Ja tak miałem i bardzo się z tego ucieszyłem. No i kapitalna ścieżka dźwiękowa. Zagraj, nie pożałujesz.

  2. No gra jest mega,najbardziej bałem się że Deck Nine odwali fuszerkę jadąc na znanym tytule,ale gra jest taka jaka być powinna nie dostrzegłem jakichś słabych punktów w porównaniu do oryginalnego LIS.Grafika jest identyczna nie powiedziałbym że słaba po prostu oddaje klimat gry ma coś w sobie ta „niedoskonałość” myślę że gdyby użyli Unreal Engine czy inny popularny silnik gra by straciła.Fajnie też wymyślili umiejętności Chloe.Podczas pierwszych minut gry kiedy występuje Firewalk od razu przypomniały mi się czasy kiedy kupowało się kasety magnetofonowe i słuchało Guns&Roses bardzo podobne brzmienie,super też jest ten patent z sesją RPG i znowu masa wspomnień i czasu spędzonego grając w papierowego D&D.Czekam niecierpliwie na drugi epizod może szybciej wypuszczą niż Wampyra na którego też czekam

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *