Skrzydła Chwały

„POLSKA – SKRZYDŁA CHWAŁY. Razem chronimy Rodzinę”
Spotkanie z Husarią Rzeczypospolitej
16 – 17 września 2017 r. Fort Bema, Warszawa

Sobotę miałam planszówkową, z przyjaciółmi, których od dawna nie widziałam. Ale w niedzielę, mimo słabej pogody, postanowiliśmy zajrzeć na Forty i sprawdzić, czy impreza jeszcze trwa. Wprawdzie zwielokrotniony echem huk wystrzałów słychać było od rana, ale liczyliśmy się z tym,że w każdej chwili husaria się zwinie i odjedzie.

Na szczęście, tak się nie stało.

Zapraszam na fotorelację z tego pięknego wydarzenia.

To nie była atrapa, tylko prawdziwa armata (rym niezamierzony!).

To na górze to nie ptak, ani samolot, tylko… dron. Oddziały Czarnieckiego stosowały je na polu bitwy od 1665 roku. A pod nim rozgrywa się właśnie bitwa. Dym pochodzi z palby oraz ładunków, które podłożone były w paru miejscach na polu.

I, oczywiście, uskrzydlona husaria. Przy okazji dowiedzieliśmy się, że to obłędnie drogie hobby. 30 tysięcy kosztuje najprostsze, podstawowe wyposażenie. A ja myślałam, że życie geeka, maniaka komiksów i gier, jest drogie i pełne wyrzeczeń… you know nothing, Ranafe.

Konie na szczęście były przyzwyczajony do hałasu. I nie mówię tu tylko o muszkietach i rusznicach, które obecne były na fortach, ale o armatach. Huk czułam aż w kościach. A koniom nawet powieki nie drżały. Za to widownię poproszono.. by schowała pomarańczowe baloniki, które dzieci dostały od sponsora, ponieważ wypuszczone w powietrze potrafią spłoszyć konie. Ot, taki paradoks. Dym, huk i krzyki, to spoko, ale pomarańczowy balonik frunący sobie dal – to już dla konia poważna sprawa.

Forty Bema mają ciekawe rozplanowanie, które umożliwia ulokowanie obozowisk w pewnej odległości od głównego placu, dzięki czemu można było pospacerować sobie pośród namiotów i podglądać członków grup rekonstrukcyjnych podczas odpoczynku.

2 komentarze

  1. No wygląda to zacnie. Aż żałuje że nie poszedłem (a daleko nie miałem, nie daleko WAT-u). No to wiemy jak pokonać kawalerię- nie pikami, a balonikami (koniecznie pomarańczowymi).

  2. W czasach husarii też nie było to wcale tanie wyposażenie, więc przynajmniej coś na przestrzeni wieków się nie zmieniło… Lekkie też nie (w końcu kto lubi dźwigać na sobie kilkadziesiąt kilogramów żelaza?). Kiedyś byłem w muzeum wojska polskiego w Bydgoszczy i tam przewodnik bardzo ciekawie opowiadał o husarii – tam też np. dowiedziałem się, że żeby wyszkolić husarię dwóch jeźdźców jeździło obok siebie trzymając pomiędzy końmi monetę tak, by nie wypadła spomiędzy wierzchowców. Husaria była niesamowitą jazdą, ale bardziej miała odstraszać niż faktycznie wygrywac bitwy – najpierw wjeżdżała husaria płosząc trzepotem skrzydeł, niszczyli wszystko co mogli i wtedy atakowała inna jazda i piechota. Byliśmy ogromną siłą w XVI wieku…

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *