Nie taki diabeł straszny…

.. jak go opisują. A zwłaszcza jeśli jego opisu podejmie się autor książki The Occult, Witchcraft and Magic: An Illustrated History. Zainteresowania pana Christophera Della wprawdzie na razie krążą wokół mitycznych stworów i sztuki, ale już teraz wiem, że najlepiej pozostać przy Alfonso M. di Noli (Diabeł) albo Maximilianie Rudwinie (The Devil in Legend and Literature). Jeszcze głębsze wejrzenie w postać Lucyfera w Średniowieczu ma doskonały Jeffrey Burton Russell (Lucifer. The Devil in the Middle Ages).

Ale wróćmy do naszej ślicznej książki.

Z opisu wynika, że An Illustrated History stanowi fascynującą historię wszystkiego, co mistyczne, magiczne, we wszystkich kulturach świata, od czasów Paleolitu aż po XXI wiek. Zawiera główne postacie magicznego świata, opisy rytuałów i artefaktów, a wszystko to okraszone jest ponad czterema setkami ilustracji i fotografii. Takie bogactwo w jednym tomie, kto by się nie skusił?

Na stronie Amazona zauroczyły mnie piękne zdjęcia i eleganckie wydanie. Soczyście czerwona okładka ma czarną matową obwolutę, a strony są ascetyczne i białe, nie naśladują ani papirusu, ani pergaminu. Dzięki temu nic nie odwraca uwagi od wielu rycin, obrazów, zdjęć amuletów, symboli, rzeźb. Karin Fremer, odpowiedzialna za projekt książki, uniknęła tandety częstej w tego typu opracowaniach. Nie mamy żenujących rysunków wróżek-erotomanek a’la Royo czy nieudolnie odtworzonych figur z tarota. Większość grafik jest duża i wyraźna, co pozwala na długie, dogłębne studia.

Ale treść, proszę Państwa, treść jest smutniejsza niż w Wikipedii. Ktokolwiek, kto choć odrobinę interesuje się ezoteryką i mitami, poczuje ogromny niedosyt. Można by potraktować tę książkę jako rozbudowaną broszurę na temat okultyzmu i magii, jako rozbudowane i całkiem nietanie wprowadzenie do świata mistycyzmu. Problem polega jednak na tym, że poszczególne tematy i koncepcje opisane są nierówno.

Jeśli chodzi o symbole, lepiej poszukać „Illustrated Signs and Symbols Sourcebook” Adele Nozedar, albo utrzymanej w duchu jungowskim „The Book of Symbols: Reflections On Archetypal Images„, która to książka, poza kompendium wiedzy o symbolach, jest też doskonałą lekturą, w której nie uświadczymy suchych słownikowych opisów.

Drażni mnie metoda, jaką wybrał Dell na tworzenie rozdziałów. Pamiętajcie, to jest ilustrowana historia. Z początku nawet tak to wygląda. Najpierw idziemy chronologicznie, czyli Magię Starożytną (Ancient Magic), potem grecką i rzymską (Greek & Roman Magic). Trzeci rozdział to magia ludów Północy (Northern Magic), logicznie po nim następuje Średniowiecze i Renesans (Medieval, Renaissance), aż tu nagle trafiamy na rozdział zatytułowany Świat Magii (World of Magic).

Zawiera on… szczątkowe informacje o szamanizmie, magii Indian Ameryki Północnej, garść o Voodoo. Europa Wschodnia i Rosja dostały jeden akapicik, pod koniec wstępu do tego rozdziału. Dell wspomina w nim, że Słowianie z Europy Wschodniej i Rosji posiadają całe bogactwo rytuałów i wierzeń, wymieniony jest z imienia Weles, pada, że w Rosji byli wołchwowie, czyli żercy, a po lasach krążyła Baba Jaga. I koniec. Cała bogata historia magii Chin, Japonii i Korei zmieściła się na kilku stronach. A mityczne istoty nie zawierają nawet takich słów jak wampir czy wilkołak. Swoją drogą, jedną z książek Della, traktującą o potworach, widziałam kiedyś w Londynie i nie powiem, kusiła mnie. Ale po tym, jak sparzyłam się The Occult, Witchcraft and Magic: An Illustrated History, chyba będę omijać inne książki tego pana szerokim łukiem. Zresztą, więcej potworów znajdziecie w Bestiariuszach wydawnictwa Bosz, albo szerzej w The Book of Barely Imagined Beings Caspara Hendersona. I przy okazji każda z tych książek jest tańsza niż albumo-leksykon Della.

Nie wiem, jak właściwie nazwać tę książkę – to jest leksykon? Encyklopedia? Taki jakby album z rozbudowanymi opisami ilustracji?

Kolejna ciekawostka to wybór postaci historycznych i mitycznych, które mają w tej książce swoje oddzielne portrety: mamy Zoroastra, boga Thotha, króla Salomona, a potem Hekate, Merlina. Dalej pojawia się Nostradamus, biedny Giordano Bruno – bo czemu nie? – a za nim dumnie kroczy Aleister Crowley. Wybór sprawia wrażenie przypadkowego i całkowicie dowolnego. Brakuje jakiegoś wyraźnego podziału, jakiejś wspólnej myśli autora.

Sama chronologia w pewnym momencie zanika, bo w rozdziale poświęconym Starożytnej Grecji i Rzymowi pojawia się Magia Miłości (Love Magic), a w nim… historia Tristana i Izoldy oraz 17-wieczny Zekerboni, grymuar Pierre’a Mory, zawierający przepis na miksturę miłości. W rozdziale traktującym o Średniowieczu nie ma już o tym ani słowa. Zgłupieć można. Jedyny sposób na znalezienie czegokolwiek w tej książce to szukanie po indeksie haseł.

Magiczne miejsca wspomniane są tylko przy okazji Northern Magic, no bo tak, faktycznie, Stonehenge.

Mam wrażenie, że Dell pisał tę książkę bez żadnego planu, jak dziecko zachłyśnięte „mhrocznymi rytuałami”. Z początku wydawało mi się, że mogłaby to być doskonała pozycja dla noobów, ale osoba, która magię kojarzy tylko z baśniami braci Grimm i Grą o Tron, po prostu się w tej książce zagubi i zginie.

Podsumowując – zawiodłam się. Nie tak się pisze książki. Trzeba się, panie Dell, zdecydować, albo piszemy historię, albo przewodnik po rodzajach magii, albo leksykon malarstwa przedstawiającego czary i magię. A jeśli zmieszamy to wszystko w jednym kociołku, to powstanie nam jakaś średnio strawna mikstura, którą tylko niepotrzebnie potrujemy siebie i kota.

________________

Źródło grafik: amazon.co.uk.

Oto linki do książek, które wymieniłam w tekście – naprawdę warto się nimi zainteresować:

Illustrated Signs and Symbols Sourcebook
The Book of Symbols: Reflections On Archetypal Images
Bestiariusz słowiański
The Book of Barely Imagined Beings
Diabeł
The Devil in the Legend and Literature
Lucifer. The Devil in the Middle Ages

6 komentarzy

  1. A jest w tej książce trochę o Demonologi? Bo trochę się tematem interesuje i nie wiem czy warto inwestować w to coś? Co do recenzji to ok, jak zwykle na Moście coś się dzieje

    • Raptem parę stron, ale tekstu malutko, żaden demon nawet z imienia nie jest wymieniony. Lepszy jest już „Słownik aniołów, w tym aniołów upadłych” Gustava Davidsona.

      • a to czytałem. Trochę to niebezpieczne tematy, ale to bardzo fascynujące. Anioły nie są takie miłe i grzeczne, a Demony są jeszcze wredniejsze i bardziej niebezpieczne niż Kościół nam mówi.

  2. Przeglądałam, jak wiesz, i powiem tak: ktoś miał bardzo dużo ładnych ilustracji i bardzo chciał je wykorzystać, ale zapomniał posegregować ;p

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *