Musical „Piloci” i moje wrażenia

Będzie krótko i węzłowato, bo nie specjalizuję się w recenzjach muzycznych ani teatralnych. Nie będzie to zatem tekst pełen fachowej terminologii. Przeczytajcie go, jeśli chcecie poznać opinię człowieka, który po prostu lubi dobrą muzykę połączoną z tańcem i fabułą.

Te trzy wspomniane przeze mnie składowe: muzyka, taniec, historia, zawsze stały na wysokim poziomie występów, które miałam okazję obejrzeć w Romie. Jak tak spojrzę wstecz, to okazuje się, że trochę ich w życiu widziałam. W Warszawie nie ominęłam ani jednego: począwszy od Miss Saigon sprzed kilkunastu lat, poprzez Koty, Taniec Wampirów, Upiora w Operze, na Mamma Mia! skończywszy. Podczas wizyty w Londynie widziałam cudowną adaptację Hobbita, potem The Wicked, opartą o historię Czarnoksiężnika z krainy Oz, The Lion King oraz jedyne w swoim rodzaju Spamelot grupy Monty Python. I ani razu nie nudziłam się nawet odrobinę.

A wczoraj tylko nagły wybuch na scenie obudził mnie z drzemki.

Muzyka

Są takie utwory, przez które trzeba się przegryźć. Mam tak z albumami Nine Inch Nails, które wymaga ode mnie skupienia i wielokrotnego podejścia. Zupełnie inaczej np. z najnowszym albumem Roberta Planta, który od razu wciągnął mnie w swój świat. Obawiam się jednak, że piosenki z Pilotów nie przekonają mnie nawet po setnym przesłuchaniu.

W skrócie – kojarzą się z naprędce zrobionym tłumaczeniem z angielskiego. Wyłapałam kilka ciekawszych zwrotów, cała reszta to papka, banalny zbitek słów. Jak można w tak nieciekawy sposób mówić o sprawach tak dramatycznych?

Librettoo spektaklu pomija wydarzenia związane z powstaniem, ale aż kusiło, by kilka bardziej znanych piosenek powstańczych w Pilotach wykorzystać. Albo wierszy. Podobało mi się, że mieliśmy możliwość usłyszeć oryginalne nagrania z bombardowania Warszawy, ale jak wspaniale brzmiałyby słowa z „Alarmu” Słonimskiego. Albo fragmenty chociaż z Broniewskiego, Baczyńskiego. Żal, wielki żal.

Szkoda mi tylko znakomitych aktorów, takich jak Robert Rozmus czy Edyta Krzemień, których pamiętam z poprzednich wystąpień. Doceniam ich kunszt, który jednak w Pilotach nie miał szans ukazać się w pełni.
Na uwagę zasługują może tylko songi „Mój świat” oraz „Nie obiecuj nic”.

Tekst

Michał Wojnarowski, który jest odpowiedzialny za teksty piosenek w Pilotach, zarzekał się, że twórcy próbują uniknąć stereotypów. Zapewne teksty o „brzydkich Angielkach” oraz „rozwiązłych Francuzkach” oraz żenujące przedstawienie postaci Żyda (który w przededniu wybuchu wojny usiłuje wcisnąć świecidełka pewnej damie, a potem błaga o bułkę, którą jeden z Warszawiaków rzuca mu pod nogi, wtf?!) były w jego przekonaniu tylko subtelnymi elementami komediowymi. Cóż, nie były. Ani subtelne, ani śmieszne. Spektakl tkwi w rozkroku między pełnym patosu dramatem i średnich lotów komedią. Przyznacie sami, że nie jest to elegancka figura.

Libretto

Polski pilot, Jan, zaręcza się z piosenką kabaretową Niną. Zanim jednak dojdzie do ślubu, rozdziela ich wojna. Jan trafia do Rumunii i Francji, by w końcu wylądować w Anglii i tam szkolić się na pilota jednego ze sławnych dywizjonów. Zatem jeden wątek skupia się na perypetiach jego oraz trzech innych polskich pilotów. Drugi wątek poświęcony jest Ninie, która tuła się po Warszawie, zostaje szpiegiem i rozkochuje w sobie pilota Luftwaffe. Los rzuca ją do Paryża a nawet, o zgrozo, na plaże Normandii. Bohaterowie krążą wokół siebie, by spotkać się w końcowej scenie, której dramatyzm jest wymuszony. Całość jest nazbyt rozciągnięta, wiele scen nadaje się do wywalenia, bo nic nie wnoszą. W efekcie, nie mogłam doczekać się przerwy, a podczas drugiej części – końca musicalu.

Choreografia i stroje w spektaklu to majstersztyk

Choreografia oraz scenografia

Są jedynym atutem Pilotów. Scena w hangarze, połączona z choreografią wykorzystującą elementy break dance, czy jazda przez wieś wypadły bardzo dobrze. Wszelkie układy związane z kabaretem oraz moja ulubiona scena, białe tango na chwilę przed bombardowaniem, to prawdziwy majstersztyk. Aczkolwiek było trochę za dużo sekwencji komputerowych, i mówię to ja, maniaczka gier. Wykorzystanie ruchomych ekranów, na których wyświetlane były budynki i krajobrazy, jest ciekawe, ale już słabej jakości animacje pokazujące walki w powietrzu mogły być krótsze. Wolałabym obejrzeć przedstawienie, podczas którego scenograf robi cuda za pomocą dwóch zbitych na krzyż desek i jednego krzesła. W przypadku Pilotów miałam wrażenie, że Roma dostała cudowną zabawkę w postaci ekranów i poszła na całość, zatracając po drodze zdrowy rozsądek.

Podsumowując: Pilotów odradzam. Uważam, że tak ważny i niełatwy temat zasługuje po prostu na lepsze ujęcie. Z niecierpliwością czekam na gdańskiego Wiedźmina.

____________

Zdjęcia pochodzą ze strony Teatru Muzycznego Roma.

14 komentarzy

  1. Ja z polskich musicali mam sentyment do „Metra”, a tak szczerze mowiac, chyba wole te amerykanskie… Twoja recenzja bardzo mi sie podobala, wole szczera opinie, niz napuszone fachowa terminologia opisy 🙂 Przekonalas mnie rowniez, zeby odpuscic sobie ten musical, szczegolnie oburzylby mnie ten fragment o tym, jak przedstawiono postac polskiego Zyda…

    • Miło mi, że tekst Ci się spodobał :-). Niestety, Piloci raczej nie staną się „towarem eksportowym” Romy, mimo że bardzo by tego twórcy chcieli.

    • A ja się nie zgadzam. Musical był świetny. A jakie były relacje polsko – żydowskie przed wojną, to warto to sobie doczytać. Wtedy zrozumie się scenę z chlebem.

      • Możliwe, że masz rację i umknęło mi jakieś nawiązanie do realnej sytuacji środowiska polsko-żydowskiego przed wojną… Co dokładnie masz na myśli? Jak Ty odebrałeś scenę z chlebem?
        A jeśli chodzi o odbiór spektaklu – każdy ma prawo do własnej opinii. Ja po prostu spodziewałam się czegoś innego i wiele aspektów spektaklu zwyczajnie mi się nie podobało.
        Pozdrawiam!

  2. Krzysztof Kaczor

    Dziękuję za te kilka słów. Wróciłem z Pilotów piekielnie rozczarowany i już myślałem, że jestem nienormalny. Wszędzie wszyscy się zahcwycają, a ja nie rozumiem dlaczego. I na szczęście nie tylko ja! I dokładnie czułem to co Ty – obudził mnie wybuch, a „w efekcie, nie mogłam doczekać się przerwy, a podczas drugiej części – końca musicalu”.

    Dzięki.

    • Ależ proszę bardzo :-). Cieszę się, że nie tylko ja mam tak kiepskie zdanie o Pilotach. Bo wszystkie „branżowe” recenzje były pełne superlatywów. Może ja czegoś nie zrozumiałam po prostu? Może coś do mnie nie dotarło? Jak myślisz? 😀

  3. Dziękuję za tę recenzję. Właśnie wróciłem ze spektaklu i zgadzam się w 100%. Szkoda…

  4. Byłem wczoraj i zgadzam się prawie w 100%. Dołożyłbym jeszcze fatalną realizację dźwięku.

    • Cztery godziny w samochodzie z Gdańska do Warszawy, i cztery z powrotem. W międzyczasie „Piloci”, którzy mają zachwycać, a jednak nie zachwycają. Scena z Żydem, scena z pazernym księdzem – nie wiadomo po co, oczywiście dobry Niemiec ze swoimi rozterkami też musi być, zakończenie jak z Gombrowicza „koniec i bomba, a kto oglądał ten trąba” .Do Gdyni i TM zdecydowanie bliżej – drugi raz się nie dam nabrać na podróż do Wawy na „super spektakl”.

  5. Hanna Aptowicz

    Dopiero dziś trafiłam na te stronę…Byłam na „Pilotach” 4 listopada17 i… potwornie się rozczarowałam. W porownaniu z „Mamma Mia” to totalna klapa. Rozumiem, że światowe show obroni się samo i nie mozna zostawiać obu musicali ale nie chodzi tu o rozmach czy tematykę. Dla porównania przy zdecydowanie mniejszych nakładach finansowych TM z Gdyni rewelacyjnie zrealizował „Chłopów”.
    Powracając do „Pilotow” wrażenia mam dokładnie takie same jak większość przedmowców. Dla mnie był to musical bez muzyki i bez tańca, nie wpadła mi do ucha ŻADNA piosenka/melodia. Wokalne możliwości aktorów moim zdanie nie zostały wykorzystane, podobnie możliwości zespołu tanecznego. Jedyne co jak zwykle było bardzo dobre to scenografia. Miejmy nadzieję, że kolejne przedsięwzięcia Romy będą bardziej udane, czego Im a przede wszystkim nam – widzom serdecznie życzę.

  6. dziś obejrzałam. wynudziłam się, szczególnie na pierwszej części. gdybym wiedziała jaki jest koniec darowałabym sobie wybranie się do teatru.

  7. Właśnie wyszliśmy w antrakcie, wygodniej śpi się we własnym łóżku. Czy coś stracimy ? 😉

  8. Spektakl widziałam wczoraj i….. spore rozczarowanie. Wyszłam z teatru NIC nie nucąc. Druga część bardziej udana, ale mimo wszystko spodziewałam się czegoś co zostanie ze mną na dłużej. Mam nadzieję, że to tylko chwilowy spadek formy teatru Roma. Głosy i scenografia świetne , spektakl miałki.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *