Kryptokoty

Mamusiu, ja tylko gram w kryptokotki!

Może słyszeliście już o CryptoKitties, pierwszej grze opartej o łańcuch bloków? O ile można ją nazwać grą… Dziełu studia Axiom Zen z kanadyjskiego Launch Labs, Inc. bliżej do narzędzia do spekulacji, niż do typowej aplikacji służącej rozgrywce. Kotki, choć słodkie, zdecydowanie nie są dla dzieci.

Hordy słodkich kryptokotków zostały spuszczone ze smyczy pod koniec listopada ubiegłego roku. Wirtualne sierściuchy nie wymagają głaskania czy karmienia, nie dokupuje się im gadżetów i nie urządza domków. W przeciwieństwie do swoich żywych odpowiedników, nie chodzą własnymi drogami. W ogóle nie chodzą. Można je kolekcjonować, można je rozmnożyć, można sprzedać. Ich wartość wynika przede wszystkim z rzadkości cech – tutaj zwanych, chacha, kotrybutami (cattributes) oraz z tego, na jaki wygląd te cechy się przekładają.

Te kotki są na sprzedaż.

Wydaje się, że niektóre koty są kryptoksenofilami…

Kryptokoty nie mają nic wspólnego z mroczną sztuką nekromancji, podstawą ich cyfrowych bytów (dusz?) jest kryptografia. „Gra” opiera się na technologii łańcucha bloków (blockchain) sieci ethereum, służącej jednej z najpopularniejszych kryptowalut, etherowi. Każdy kotek jest zapisany w łańcuchu i jest unikalny, teoretycznie niezniszczalny i po części niezależny od samej aplikacji. Stworzenia dysponują swoim kodem genetycznym, odpowiedzialnym za wspomniane kotrybuty – wygląd i cechy – od koloru futerka, przez wyraz pyszczka aż po czas odpoczynku po ostatnim, hmmm, marcowaniu. Dzięki krzyżowaniu kotów powstają nowe, unikalne stworzonka, mogą odblokować się też ukryte, nieznane wcześniej kotrybuty.

Za kotki płaci się etherem. Od twórców gry można kupować tak zwaną generację zero zwierzątek, której jeden przedstawiciel powstaje co piętnaście minut – ale tylko do końca listopada 2018. Pierwsze były rozdawane za darmo. Wśród tych kotków pojawiają się dysponujące rzadkimi kotrybutami fancy cats. Poza tym stworzonka wystawiane są na giełdach, za co twórcy otrzymują opłatę manipulacyjną 3,75%. Rozmnażanie stworzeń również kosztuje – trzeba wnieść opłatę paliwową (tzw. gas, które jest opłatą manipulacyjną dla sieci ethereum). Gra wymaga wtyczki do przeglądarki Chrome, MetaMask, która jest portfelem dla etheru.

Genesis – kotek z ID 1. Z jego bio: „Witaj, człowieku. Psy znają mnie jako alfę. Dla kotów jestem omegą”.

Mobilna wersja aplikacji ma być wypuszczona na wiosnę, początkowo na potrzeby rynku dalekowschodniego. Reszta świata będzie musiała na nią poczekać co najmniej kilka tygodni. Wynika to z tego, że w Chinach latem ubiegłego roku władze pozamykały giełdy kryptowalut, a na dodatek Chrome jest tam niedostępny. Axiom Zen musiał sprzymierzyć się z lokalnym dystrybutorem, szukać pomocy lokalnych prawników i wreszcie wprowadzić możliwość płacenia kartami kredytowymi za transakcje, by uzyskać dostęp do rzeszy chińskich klientów. A na miejscu działa już jeden lokalny klon gry, Pet Planet

Ale wracajmy do kotków, które wprowadziły duże zamieszanie na rynku, z kilku powodów.

Panie, jakie to drogie!

Po pierwsze, ceny. Do dnia dzisiejszego gracze obrócili kotkami za niebagatelną kwotę 21 milionów dolarów – albo, jak kto woli, 40 tysięcy jednostek etheru. Stworzonka zmieniały właścicieli łącznie 300 tysięcy razy. Łatwo policzyć, że przeciętny kot kosztował 70 dolarów. Dużo, jak za parę pikseli, ale kopara opada przy najdroższych kotkach, które chodzą po przeszło 100 tysięcy dolarów! O ile nie jest to sprytna akcja marketingowa, ludzie oszaleli na punkcie tych zwierzaków. Dosłownie.

Byleby się kotek nie zadławił…

A w zasadzie nie kotek, tylko kryptowaluta. W pierwszych tygodniach transakcje związane z aplikacją pochłaniały aż 12% obrotu wspomnianym paliwem etheru, a w najgorętszym momencie przeszło 25%. Czas oczekiwania na realizację transakcji znacząco się wydłużył (nawet sześciokrotnie). CryptoKitties oskarżono wręcz o spowodowanie spadku wartości etheru, gdyż zniechęceni użytkownicy mieli rzekomo odchodzić do bitcoina.

Aby zaradzić jakoś sytuacji, Axiom Zen podniósł opłaty od rozmnażania kotów. Obecnie sytuacja się ustabilizowała, ale aplikacja wciąż znajduje się w pierwszej dziesiątce kontraktów. Obawy o przyszłość kryptowaluty pozostały.

 

Kitty #520201, generacja 6. Gdyby te kotki mogły chociaż ze sobą walczyć…

Będę Cię miau na wieki…

Inną sprawą jest długowieczność cyfrowych stworzeń. Mają być niezniszczalne, nieśmiertelne, a gwarantem ma być poważna kryptowaluta. Pytanie, czy ethereum w obecnej postaci udźwignie ciężar aplikacji, oraz czy ether rzeczywiście będzie wieczny? Idea takiego środka płatniczego jest piękna, ale wszytko zostanie zweryfikowane przez rzeczywistość. Ethereum nie jest wolne od błędów, które sprawiają, że użytkownicy tracą gigantyczne pieniądze. W listopadzie ubiegłego roku jeden z użytkowników omyłkowo otrzymał dostęp do portfeli innych osób i niechcący zniszczył ich zawartość, wycenianą na, bagatela, 300 milionów zielonych… Do tego rządy ostrzą sobie pazurki na kryptowaluty. Chiny dążą do ich całkowitej eliminacji z obrotu. Takie działania mogą przyczynić się do utraty popularności danej waluty, spadku jej płynności – a wówczas kotki ugrzęzną w portfelach swoich ostatnich właścicieli, niezdolne nawet do wydania nowego potomstwa.

Najdroższe kotki na rynku. Przy takich cenach aplikacja musi kusić spekulantów, hazardzistów, mniej lub bardziej szalonych kolekcjonerów i… świat przestępczy. Mam wrażenie, że łatwo ją wykorzystać do prania brudnych pieniędzy.

Co na to mrrynek?

Zastanawiam się, czy CryptoKitties tak bardzo różnią się od cyfrowych przedmiotów oferowanych w ramach mikropłatności? Od kolorowych skórek, odzywek postaci? Blizzard wprowadził swego czasu giełdę dla Diablo III, na której można było sprzedawać znalezione skarby za prawdziwe pieniądze. Przedmioty z innych gier potrafią osiągnąć spore ceny, sprzedawane są całe konta z wylevelowanymi postaciami. Konta Pokémon GO wystawiane są nawet za 15 tysięcy dolarów. Użytkownicy wydają całe pensje na mikropłatności w grach mobilnych.

Na dzień dzisiejszy trzydzieści unikalnych kotków zmieniło właściciela za kwotę przewyższającą 50 tysięcy dolarów, z czego pięć za przeszło 100 tysięcy. Większość sprzedawanych jest dużo taniej. Przez ostatnie 2 godziny, podczas powstawania niniejszego wpisu, sprzedało się około 50 zwierzaków, przy sporym rozrzucie cen. Najdroższy sierściuch poszedł za 500 dolarów, większość poniżej 10. Wciąż sporo jak za 256 bitów kodu cyfrowych genów, przynajmniej jak dla mnie.

Pet Planet

Podobieństwo do CryptoKitties przypadkowe. Pet Planet jeszcze nie pozwala na rozmnażanie podopiecznych.

Biorąc pod uwagę sukces aplikacji, za parę chwil nastąpi wysyp dzieł naśladowców. Do Pet Planet, wspomnianego chińskiego klona gry, niebawem dołączy następny – Beckoning Cat. Myślę, że duzi gracze rynku growego raczej jeszcze nie przyłączą się do szalonego wagonika kryptowalut, bojąc się związanych z tym kontrowersji. Czy takie EA otrząsnęło się już wystarczająco po awanturze z mikropłatnościami w StarWars: Battlefront II?

Z drugiej strony, pamiętam żarty z pierwszego dlc do Obliviona, a potem wielkie zdumienie, że na głupim wirtualnym koniku wydawca zarobił w krótkim czasie przeszło milion dolarów… Tylko czekać, aż Bethesda wprowadzi dlc z własną wersją Kryptokotów do Fallouta 4…

 


Na wszelki wypadek na zakończenie podkreślę: nie zachęcam do hazardu. Informuję o ciekawostce. Przestrzegam 😛

 


Źródła:

5 komentarzy

  1. Jakie to fajne 😀 ja chcę jednego

  2. Ja nie wiem czym tu się jarać.Po prostu obrazki kotków. Już lepsze są żywe.

  3. Dokąd zmierza ten świat… 😛

  4. Kolejny sposób na zarabianie na kryptowalutach. Czego tu ludzie nie wymyślą, żeby zarobić.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *