Jak pachnie Bayonetta (Bandit)

Bayonetta to wiedźma, bohaterka jedynej w swoim rodzaju serii gier noszących nazwę od jej imienia, wydanej przez studio Platinum Games. Jej postać fascynowała mnie od dawna swoją bezpretensjonalnością. Do dziś nie jestem pewna, dlaczego przy całej mojej niechęci do uprzedmiotowienia kobiet w grach wideo, Bayonetta w takiej postaci w ogóle mi nie przeszkadza. Powinna mierzić mnie jej nadmierna seksualność, zmysłowość na granicy absurdu, te ujęcia jak z filmów porno. Czemu nie jestem w stanie przyznać, że jej twórca, Hideki Kamiya, to śliniący się nerd, który wtłoczył w tę postać wszystkie swoje fantazje z czasów liceum?

Bo uważam, że wcale tak nie jest. I z jakiegoś powodu Bayonetta to jedna z ulubionych postaci grających kobiet (nie mam żadnych danych na poparcie tej tezy, po prostu mi uwierzcie).

No to teraz ją powąchajmy.

Robert Piguet stworzył perfumy uwodzicielskie i surowe, o wielce znaczącej i wyjątkowo trafnej nazwie Bandit.

Wyobrażam sobie, że osoba nosząca te perfumy cały czas lekko się uśmiecha. Jest to uśmiech nieco kpiący,  odrobinę lekceważący, z głową uniesioną i oczami zmrużonymi. Widzę po prostu zaskakująco współczesną wiedźmę, jak patrzy przez te swoje okularki, a jej szare oczy rzucają iskry.

Są tam zioła, jest geranium, ale też żywa, rozgrzana skóra. Duch unoszący się nad nimi jest cierpki, miejscami duszący, miejscami prawie świeży. Perfumy zachowują się bardzo nieprzewidywalnie – idealnie współgrają z tym, co gra w duszy Bayonetty. Wiele jej ruchów wydaje się być nieprzemyślanymi wybrykami, kaprysami. Ale tak naprawdę Bayonetta intensywnie myśli, ani na moment nie dając się wyprzedzić wrogom. A jeśli przypomnimy sobie, że są nimi całe zastępy aniołów i demonów, które miały tysiąclecia na snucie intryg, to nie powinno nas dziwić, że wiedźma musi cały czas mieć się na baczności.

Jednocześnie ona uwielbia się bawić. I kocha lizaki, które stworzone są na bazie ziół i mają magiczne właściwości.

Zioła – nie mogło ich zabraknąć w ulubionych perfumach kobiety, która swoje pistolety nazwała po słynnej balladzie Simona i Garfunkela: Parsley, Sage, Rosemary i Thyme (pietruszka, szałwia, rozmaryn i tymianek). Aczkolwiek tych akurat nut zabrakło w Bandicie. Zresztą, w pewnym momencie sama Bayonetta zauważa, że nie używa zapachu, w którego składzie jest rozmaryn. Zapach ten jest wokół niej wyczuwalny tyko dlatego, że nie przepadają za nim demony, podejrzewam zatem, że gdzieś w splotach czarnych włosów znajdują się małe woreczki z suszonym zielem.

Kadr z Bayonetta: Bloody Fate, anime na podstawie gry.

Dzieło Roberta Pigueta jest miejscami wściekłe jak zielony wetiwer, który się przez niego przebija i nie daje odpocząć. Bayonetta jest w ciągłym ruchu, a jeśli już siedzi lub półleży, to przypomina wtedy rozleniwioną czarną panterę, która gotowa jest w każdej chwili zerwać się i pobiec.

Panterę. To zwierzę pojawiło się tutaj nie bez powodu.

Pod koniec wychodzi gęste piżmo, ale w mniej słodkiej wersji niż w przypadku New York (który byłby ulubionym zapachem wampira). Perfumy nieco się uspokajają, ale wciąż mają moc. Gdzieś tam na krawędziach iskrzą wspomnieniem wybuchu. Bayonetta siedzi w eleganckim fotelu, z jedną nogą przerzuconą przez podłokietnik. Lekko macha stopą. Niby odpoczywa, ale kto ją tam wie?

Wiedźma przy całym swoim rozpasaniu potrafi być niezwykle elegancka – widać to w sposobie, w jaki się porusza, w gestach. Dlatego ponad całym tym bogactwem wetiweru, ziół, geranium i piżma unosi się  też ultra kobieca róża i cielesny jaśmin. Róża jest wręcz królewska, dumna i nieśmiertelna.

Podobnie jak Bayonetta. Chyba że wcześniej dorwą ją demony, ale stara się do tego nie dopuścić.

PS. W pierwszej części gry wiedźma ma długie włosy, ale obcina je w sequelu i ani odrobinę nie umniejsza to jej urodzie ani dumnej postawie.

 

 

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *